40 tysięcy zgłoszeń, 400 wybranych na obóz selekcyjny w Bieszczadzkiej dziczy a pojechała tylko dwójka

Fot. Janusz Wojtarowicz 2013.03.21 10:46 / news / czytano 1694 / opinie 0

Wczoraj wieczorem jeden z owej dwójki Bartosz Ciesielka w Jazz Barze prezentował zdjęcia i filmy z zawodów MAT w USA w stanie Utah. 

MAT to co roku organizowane zawody, które dla większości uczestników nie są zawodami, lecz ekstremalną przygodą życia. Mają oni dwa tygodnie na przemierzenie setek kilometrów samochodami 4x4, quadami, pontonami, pieszo oraz konno. W roku 2012 uczestniczyło w nich 50 wybrańców z różnych zakątków świata, 25 mężczyzn i 25 kobiet. Wśród nich znalazł się mieszkaniec Szczawnicy Bartosz Ciesielka, na co dzień właściciel firmy organizującej aktywny wypoczynek dla ludzi żądnych mocnych wrażeń. 

- Wszystko zaczęło się w Bieszczadach - rozpoczął Bartosz, po krótkim przedstawieniu się - dwa tygodnie po wygranej w Bieszczadach dostałem bilet, pojechałem do Warszawy. Wcześniej była ambasada, oczywiście USA. Następnie samolot do Londynu na Heathrow, tam czekaliśmy na samolot do Stanów do Denver. Następnie awionetką przewiezieni zostaliśmy do Grand Junction, to jest mała miejscowość w stanie Utah. I stamtąd przejechaliśmy samochodami do Moab. Pierwszy nocleg w hotelu. Naprawdę coś niesamowitego, bo człowiek zestresowany, zafascynowany nowym miejsce, zafascynowany nowymi ludźmi, tak że naprawdę, naprawdę w szoku. No i później się zaczęło, bo to był pierwszy i ostatni hotel, który widziałem podczas wyjazdu. Tak że dwa tygodnie spędziliśmy praktycznie na pustyni, bądź w górach. 1 czy 1,5 dnia było praktycznie tylko i wyłącznie na integrację, żebyśmy się zżyli ze sobą, żebyśmy się poznali, żeby to nie były zawody w formie bardzo dużej rywalizacji, tylko rzeczywiście tutaj każdy każdemu mógł podać rękę - dodał. Po tym krótkim wprowadzeniu przeszedł do  prezentacji fotografii z kolejnych etapów zawodów. 

Etap I - integracja

Uczestnicy zostali wywiezieni kilkadziesiąt kilometrów w tereny zupełnie niezamieszkane. - No i czerwień, co się od razu kojarzy, czerwień, praktycznie przez dwa tygodnie cały czas w tej czerwieni, w tym piasku, którego odcienie zmieniały się z każdą porą dnia. - opowiadał Bartosz. Po dotarciu na miejsce miał miejsce szereg zabaw integracyjnych typu budowanie tratwy, różne zabawy linowe itp. Organizatorzy zawodów zapewnili od początku do końca profesjonalny, wysokiej jakości, kompletny sprzęt - W liście intencyjnym dostaliśmy informację, że mamy ze sobą zabrać skarpetki, buty i szczoteczkę do zębów. - chwalił organizatorów szczawniczanin. Podczas pierwszej nocy na pustyni uczestnicy mieli jeszcze namiastkę luksusu, typu namioty i kucharza. 

Etap II - Stało na pustyni w równym rzędzie 40 czy 50 samochodów i 40 czy 50 quadów.

Etap polegał na tym, że uczestnicy codziennie otrzymywali koordynaty GPS, z trasą lub punktem docelowym do którego trzeba było dotrzeć. Można było jeździć samochodem terenowym, quadem, dune buggy lub rock crawlery. Sprawni organizatorzy dostarczali w ciągu pół godziny samochód zastępczy w przypadku awarii. Rywalizacja przebiegała w duchu fair play, nie było sytuacji, żeby ktoś nie pomógł drugiemu widząc, że potrzebuje pomocy. - Ludzie niesamowici, nie wiem jak oni to zrobili, w każdym razie każdy człowiek miał coś ciekawego do opowiedzenia. Każdy człowiek miał swój własny charakter i rzeczywiście charakter wpasował w całość grupy. 50 osób przez dwa tygodnie, że tak powiem, nie pokłóciło się, nic się tam większego nie stało, nikt się nie pobił, bo też było dwóch z Polski i nikt się nie pobił, tak że to naprawdę sukces. - podkreślał Bartosz. Niestety nie obyło się bez wypadków, jedna dziewczyna z Izraela złamała sobie kręgosłup, na szczęście może dzisiaj już chodzić. Wszystkie prezentowane zdjęcia były najwyższej jakości i dobrze odzwierciedlały wysoki poziom adrenaliny oraz duży wysiłek uczestników zawodów.

Etap III - Rafting i canyoning

Rafting to pokonywanie bardzo rwącej rzeki na pontonach. Zawodnicy spływali rzeką Kolorado w jednych z najtrudniejszych odcinków. Trudność rzek na cele raftingu dzieli się w skali od 1 do 10. Dla porównania, jeżeli pieniński odcinek Dunajca można określić na minus 3, to tam odcinki miały 8-9, były też dziesiątki, lecz je uczestnicy pokonywali pieszo brzegiem. - Mieliśmy zwariowanych kamerzystów, naprawdę kamerzyści i fotografowie, którzy przyjechali z całego świata, byli bardzo zwariowani. Praktycznie wchodzili wszędzie, gdzie było można i oni byli też na tych pontonach. Praktycznie rzecz biorąc latali po tym pontonie ewentualnie wybijało ich cały czas do rzeki. Tak że wyrazy współczucia, aczkolwiek szacunku dla nich, bo naprawdę zrobili kawał dobrej roboty. - mówił Bartosz po prezentacji zdjęć z raftingu. Obozy podczas spływu rozbijane były spontanicznie, na zasadzie kto gdzie dopłynął. Rozbijanie obozu polegało na znalezieniu sobie miejsca do spania pod gołym niebem. Nikomu z powodu zmęczenia nie chciało się rozbijać namiotów. Spanie pod gołym niebem w okolicach rzeki Kolorado daje możliwość podziwiania nieba całego usłanego gwiazdami. Jak powiedział gospodarz wieczoru,  nieba z tyloma gwiazdami w Szczawnicy czy Krakowie nie zobaczycie. Po raftingu przyszedł czas canyoning, również niebezpieczny rodzaj aktywności. Pokonywanie wąwozów, lejów skalnych z pomocą lin i sprzętu wspinaczkowego było bardzo wyczerpujące. Uczestnicy byli dokładnie w tym kanionie gdzie kręcony był film "127 godzin". Film oparty na faktach z życia Arona Ralstona. Ten amerykański wspinacz stał się sławny w maju 2003, kiedy został zmuszony do amputacji własnego przedramienia przy pomocy scyzoryka w celu uwolnienia się spod głazu, który podczas wspinaczki właśnie w Utah przygniótł mu rękę. Miesiąc przed zawodami zginął w tym miejscu człowiek, który został zaskoczony przez burzę.

Etap IV - Końmi przez góry podobne do Pienin

Dwa dni zawodów polegały na przejechaniu konno określonego przez organizatorów odcinka. Bartosz zauważył, że akurat te góry w Utah były bardzo podobne do Pienin. Opowiedział swój pierwszy raz na koniu - Rzeczywiście ja pierwszy raz jeździłem na koniu, tak że była to dla mnie dosyć ciekawa sprawa. Przyszedł kowboj i wytłumaczył nam, ale ten kowboj był rzeczywiście z prawdziwego zdarzenia, żuł tam tytoń, czy coś. Nie chciałem się dużo pytać, żeby nie pomyślał, że jestem jakiś żółtodziób. Mina pokerowa, stwierdziłem że tak będzie najlepiej. Więc wsiadłem na konia i mówię mu kulturalnie wiśta, hejta, wio. Koń nie pojechał. Ktoś tam mi podszedł do mnie, jak mu powiedziałem, że koń jest zepsuty, wytłumaczył mi że trzeba go piętkami dźgać i on wtedy pojedzie. Ja chciałem żeby koń szybko pojechał, więc zadźgałem go mocno. Ten koń stanął dęba i to zrobiło na mnie takie wrażenie, że żaden rafting, ani żadne inne aktywności nie były mi straszne.

Na końcu Bartosz opowiadał kilka ciekawostek na temat innych uczestników i całych zawodów. Przykładowo zawodnik z Kolumbii, który łapał wszystko co żywe. Z kolei chłopak z Izraela, który rozbił lub zepsuł trzy razy samochód, został poproszony przez organizatorów o wyluzowanie, bo nie mają więcej aut. Za każdą grupą biegali osobni fotografowie i kamerzyści.  Między 50 uczestnikami nawiązały się mocne przyjaźnie na całe życie, obecnie wszyscy piszą do siebie, odwiedzają się. Parę osób odwiedziło Bartosza w Polsce - Otworzyły się drzwi na cały świat i mam nadzieję, że będzie to procentowało - powiedział. Na pytanie kto wygrał całe zawody, odpowiedział - Kto wygrał? Słuchajcie - Ktoś ze słuchaczy odpowiedział - Wszyscy - Dokładnie. To było zrobione na tej zasadzie, że były oficjalne statystyki, o których nie chciałbym mówić. Zasada wyjazdu była taka, żeby wszyscy wygrali. Z tego względu, że atmosfera która się tam stworzyła i spotkanie z przygodą i przyrodą, była rzeczywiście nagrodą i wygraną dla wszystkich.

Wszystko zakończyło się pytaniami słuchaczy, na które Bartosz z chęcią odpowiadał. 





Autor: CR
Zdjęcia: Janusz Wojtarowicz
Dodaj do:


reklama

reklama

Nasi Partnerzy
Gmina Ochotnica Dolna Zwizek Podhalan w Polsce Miejski Ośrodek Kultury w Szczawnicy Moutain Touch
Polecane serwisy turystyczne
Pieniny Szczawnica Czorsztyn
Misja Pienińskiego Portalu Informacyjnego Pieninyinfo.pl;
Wspieranie turystyki, biznesu, edukacji, przedsięwzięć o charakterze sportowym, kulturalnym, prospołecznym, proekologicznym oraz podnoszenie poziomu i jakości wewnętrznej współpracy społeczności Pienin i najbliższych okolic.

Copyright © s.m.art since 2004
Korzystanie ze strony oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, niektóre mogą być już zapisane w przeglądarce. Więcej informacji można znaleźć w polityce plików cookie.X zamknij