Rozmowa ze szczawnickim himalaistą

Fot. Magdalena Wojtarowicz 2013.04.12 08:23 / wywiad / czytano 4787 / opinie 0

31 marca udało się nam krótko porozmawiać z Jackiem Żebrackim, który dzień później wyjechał zdobywać siódmą górę świata Dhaulagiri I - 8167 m n.p.m.

1 kwietnia 2013 Jacek wyjechał na wyprawę organizowaną w ramach programu „Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015”, którego celem jest dokonanie pierwszych wejść zimowych na ośmiotysięczniki. Natomiast celem wyprawy unifikacyjnej organizowanej przez Polski Związek Alpinizmu i Fundację Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki jest wyjście na siódmy co do wielkości ośmiotysięcznik świata, leżący w Nepalu - Dhaulagiri.

Janusz Wojtarowicz: Poznaliśmy się na studiach. Już wtedy wydawałeś mi się osobą bardzo zorganizowaną, nie łamiącą swoich zasad i dążącą z uporem do obranego celu. Po studiach konsekwentnie to udowadniałeś. Czy już wtedy wiedziałeś, że będziesz himalaistą?

Jacek Żebracki: Już wtedy na poważnie zaraziłem się górami. O wysokich górach jeszcze nie myślałem, raczej czytałem o nich w książkach. Kolejność była raczej typowa, Tatry, Alpy. Potem przyszła myśl - może spróbować coś wyższego? Udało się wyjechać w dobrym towarzystwie najpierw w Pamir a potem w Kaukaz. Teraz każdą wolną chwilę spędzam w górach, a jak uda się wyjechać na coś wyższego i wymagającego to się bardzo cieszę. Tego czasu nie ma za wiele, więc każdy wyjazd jest bardzo starannie planowany.

JW: Skialpinizm to planowe “przygotowania” do himalaizmu?

: Raczej bardzo dobre uzupełnienie. Skialpinizm i himalaizm to dwie różne dyscypliny, możesz być świetnym himalaistą nie uprawiając sportu wytrzymałościowego. Oczywiście z drugiej strony dobre przygotowanie kondycyjne podnosi twoje szanse na skuteczne działanie w górach. Reszta różni się zasadniczo... W grupie, która wyjeżdża tylko ja uprawiam skialpinizm. Sam jestem ciekaw jak taka konfrontacja wypadnie, czy dam radę skutecznie działać z osobami o dużo większym doświadczeniu górskim.

JW: Marzenie, sport, adrenalina, czy miłość do gór? Czego w Twoim przypadku jest najwięcej?

: Tego trzeciego... Sporo czasu przeznaczam na góry, niekoniecznie te najwyższe. Tam obowiązują całkiem inne zasady i to prawda, że w górach nawiązuje się przyjaźnie do końca życia oraz poznaje naprawdę drugiego człowieka. Takie to banalne, ale prawdziwe.

JW: Wyruszacie praktycznie natychmiast po zakończeniu poprzedniej zimowej wyprawy na Broad Peak, w ramach programu "Polski Himalaizm zimowy 2010 – 2015". Wiem, że masz świadomość wysokiego poziomu ryzyka, ale czy ta ostatnia wyprawa nie spowodowała momentu zawahania? Będzie to w jakiś sposób ciążyło nad Waszą ośmioosobową ekipą?

: Obawiałem się tego pytania... Oczywiście, że wypadek na Broad Peak bardzo nam ciąży i siedzi w głowie... Nasze przygotowania do wyjazdu zaczęły się dużo wcześniej niż chłopcy wyjechali na Broad Peak, to rzeczy które trzeba organizować dużo wcześniej. Nie mogliśmy przewidzieć skutków tamtego wyjazdu. Cały czas śledziłem ich postępy, wierzyłem w sukces... Jednak sukces zakończył się wielką tragedią. Ten wypadek niewątpliwie psuje morale, skłania do refleksji, nasuwa pytanie o sens całego wyjazdu. Jednak trzeba wyciągnąć wnioski, nie popełnić błędu, być ostrożnym - wtedy jest duża szansa na bezpieczne działanie.

JW: Czytałem w wywiadzie z Kingą Baranowską, że najgłupsze pytanie jakie można zadać himalaiście po zdobyciu szczytu, to: "Co czułeś tam na górze". Jesteście tam tak ekstremalnie zmęczeni, że podobno nic nie czujecie. To prawda?

: Co się czuje na ośmiotysięczniku jeszcze nie wiem. Mam nadzieję się o tym przekonać. Dużo zależy od okoliczności, od twojego samopoczucia, pogody... Z reguły jest to ulga, że już wyżej nie da rady. Jak wychodzisz wspólnie z partnerem możesz sobie przybić piątkę (nie gratulować!), zrobić kilka zdjęć i schodzić w dół. Wyjście na szczyt to dopiero połowa sukcesu, to na zejściu zdarza się najwięcej wypadków, to wtedy jesteś najbardziej zmęczony. Może wówczas dojść do zmniejszenia koncentracji. Trzeba wtedy uważać na każdym kroku. Gratulacje zostawia się po dotarciu do bazy.

JW: Co jest najtrudniejsze dla Ciebie podczas wypraw? Niektórzy himalaiści nie znoszą podobno czekania (już tam na górze) np. na lepszą pogodę.

: Czekanie na pogodę jest nużące. Są rzeczy, które bardziej dokuczają np. zimno lub brak snu.

JW: Jak długo przygotowywałeś się do tej wyprawy, możesz w skrócie opisać przygotowania kondycyjne do takiej wyprawy?

: Moje przygotowania rozpoczęły się odkąd zacząłem  chodzić po górach :) A tak poważnie dużo biegam, chodzę na nartach, trochę wspinałem się latem i zimą w Tatrach i Alpach. Jednak najwięcej poświęciłem czasu na przygotowaniu kondycyjnemu; starty w biegach górskich, Maraton Gorce i długie około 40 km treningi w Beskidach.

JW: Gratuluję zajęcia trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej i drugiego w swojej kategorii w Maraton Gorce 2012. Jak wygląda selekcja uczestników na taką wyprawę?

: W moim przypadku zakwalifikowanie się nie było takie łatwe. Brakowało mi według organizatorów obeznania górskiego. Wątpliwości budziło też zbyt małe doświadczenie we wspinaczce zimowej w Tatrach. Ale w sumie organizatorzy zdecydowali miesiąc temu a dokładnie 1 marca, że jednak to ja pojadę.

JW: Czy już zaczynasz mieć ten syndrom, że jak jesteś tu "na dole" i uczestniczysz w codziennych zajęciach myślisz już o następnych wyprawach i nie możesz się ich doczekać?

: To pytanie nie do mnie, ale do tych co jeżdżą na wyprawy nawet kilka razy w roku. U mnie przerwy między wyprawami to 2-3 lata. Niestety koszt takich wypraw jest wysoki i trzeba na nie w międzyczasie zarobić.

JW: No właśnie, pieniądze. Jak wyglądają kwestie finansowe, w dużej mierze finansujecie się sami? Czy wszystko zapewniają sponsorzy?

: Część grupy pokrywa całkowity koszt wyjazdu. Zawodnicy unifikowani są częściowo sponsorowani. Unifikowani, czyli przygotowywani do wypraw zimowych w latach następnych, których celem będzie zdobycie zimą po raz pierwszy ośmiotysięczników K2 w Karakorum i Nanga Parbat w Himalajach. Generalnym Sponsorem programu „Polski Himalaizm Zimowy” jest PKN Orlen S.A., sponsorem sprzętowym jest HiMountain. Pozyskanie dodatkowego sponsora samodzielnie jest na dzień dzisiejszy bardzo trudne.

JW: Przed następną Twoją wyprawą obiecuję pomóc w poszukiwaniach. Czego powinno się życzyć himalaiście przed wyprawą?

: Szczęśliwego powrotu...

JW: Więc życzę Ci szczęśliwego powrotu w Pieniny i dziękuję za poświęcony mi czas.





Autor: CR
Zdjęcia: Magdalena Wojtarowicz
Dodaj do:


reklama

reklama

Nasi Partnerzy
Gmina Ochotnica Dolna Zwizek Podhalan w Polsce Miejski Ośrodek Kultury w Szczawnicy Moutain Touch
Polecane serwisy turystyczne
Pieniny Szczawnica Czorsztyn
Misja Pienińskiego Portalu Informacyjnego Pieninyinfo.pl;
Wspieranie turystyki, biznesu, edukacji, przedsięwzięć o charakterze sportowym, kulturalnym, prospołecznym, proekologicznym oraz podnoszenie poziomu i jakości wewnętrznej współpracy społeczności Pienin i najbliższych okolic.

Copyright © s.m.art since 2004
Korzystanie ze strony oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, niektóre mogą być już zapisane w przeglądarce. Więcej informacji można znaleźć w polityce plików cookie.X zamknij